Albania, Tirana

wtorek, 10 czerwca 2014

Kuchnia Albanii

Gdzie się ruszyć, co zjeść? Jesteśmy ambitni, chcemy próbować typowych albańskich potraw. Nie zawsze jest to proste. Restauracji tu dużo, ale w centrach miast i w nadmorskich kurortach sporo jest frytek oraz pizzy. Trzeba odejść trochę w bok, żeby znaleźć coś ciekawszego. Wycieczka do Albanii i Kosowa

Albański kebab

Na całym świecie kieruję się tą samą zasadą. Szukam lokali, gdzie jedzą miejscowi. Znalazłem i w Tiranie. Ciąg kilku restauracyjek ze stolikami na chodniku. Pełno ludzi. Kelnerzy uwijają się z półmiskami. Co jedzą Albańczycy? Na każdym talerzu leżą kebaby (kofta) w formie przypieczonych na grillu kiełbasek. Do tego cebula, gruba sól z ziołami, chleb i piwo. Zamawiam to samo. Ależ pyszne! Kebaby to grubo mielone mięso z przyprawami. Podane prosto z rusztu. Z zapachem, smakiem… rewelacja! Tak bardzo, że tego dnia wrócę tu jeszcze dwukrotnie. No, jeśli trzy razy w ciągu dnia chodzi się z własnej woli do tej samej restauracji, to jest to najlepsze świadectwo, że musi tam być naprawdę dobrze. A ceny? Śmiesznie niskie. Za mały obiad i piwo 150 leków, czyli ok. 5 zł.

Byłem jedynym obcokrajowcem. Miejscowi cieszyli się, że jem jak Albańczyk. Gdzie stołują się pozostali turyści? Może w dużo droższych restauracja dawnej dzielnicy komunistycznych dygnitarzy. Może jedzą tam pizzę albo spaghetti. Może po powrocie do domów powiedzą, że kuchnia Albanii to nic specjalnego… Tak niestety robi wielu przyjezdnych, jedzą w hotelach lub restauracjach snobujących się na zachodnie. Jeśli chcecie posmakować prawdziwej Albanii, to uciekajcie z takich miejsc. Szukajcie lokali specjalizujących się w miejscowej kuchni.

Jak trafić do opisanej wyżej restauracyjki? Jeśli będziecie w Tiranie, to od meczetu Ethem Beja trzeba pójść prosto ul. Luigj Gurakuqi (wzdłuż wieży zegarowej). Jakieś 200 metrów do skrzyżowania (skwer Sulejmana Paszy). Za skrzyżowaniem dalej prosto, ciągle ulicą Gurakuqi. Na jej końcu po lewej stronie, tuż przed niewielkim targiem owocowo-warzywnym będzie kilka knajpek. Polecam tę środkową. Nazywa się „Fatosi”, a jej specjalnością jest kernace zgare, czyli właśnie opisany wyżej, wspaniały kebab prosto z grilla.

Najłatwiej znaleźć byrek. To ciepła przekąska, lokalny fast-food. Trójkąt z czegoś przypominającego ciasto francuskie wypełniony farszem z mięsa, sera lub szpinaku. Czasami nadzienie stanowią ziemniaki lub cebula. Pożywne, smaczne i tanie. Albańczycy kupują to od rana do wieczora. Małe okienka, w których wydają byrek znajdziemy w miastach i na plaży, w zasadzie zawsze są pod ręką.

Typowa albańska przekąska - byrek

W  miejscowościach nadmorskich warto rozejrzeć się za rybą i owocami morza. Podają tu małże, krewetki i kalmary. Świeże i pyszne. W wyborze lokalu najlepiej skorzystać z pomocy miejscowych lub po prostu obserwować gdzie jedzą tubylcy. Kłopot może być z zamówieniem. Albańczycy nie znają angielskiego. Nie mówią też po rosyjsku. Z języków obcych najpopularniejszy jest włoski, trochę też grecki. Dlatego lepiej najpierw wynotować sobie nazwy potraw. I tak: małże to midhje, ryba – peshk, a krewetki to karakalec. I lepiej nie pomylić tej nazwy z kukurec, bo dostaniemy grillowane jelita owcy! Łatwiej będzie z kalmarami, bo to po prostu kallamare.

Dalej od wybrzeża, szczególnie w górach, polecić należy baraninę, jagnięcinę oraz koźlinę. Pyszne. Podawane na różne sposoby. Nadal, niczym zaskakującym jest widok jagnięcia w całości pieczonego na rożnie lub takiego rarytasu, jak baranie jądra.

A co do picia? Poza kawą (naprawdę dobrą, chciałbym, że w Polsce było takie espresso!) i piwem (najpopularniejsze lokalne marki to Korca i Tirana) pije się raki – wódkę z winogron. Szczególnie godna polecenia jest domowa, mocniejsza od fabrycznej. Przypomina gruzińską czaczę. W niektórych regionach kraju spróbować też można samogonu z morwy (raki mani), czyli czegoś, co w najlepszym wydaniu dobrze znane jest nam z Armenii (słynna tutowka).

Dumą Albanii jest Skënderbeu Konjak, czyli miejscowa brandy.

Za to odrobinę rozczarowani mogą być miłośnicy wina. Szczególnie jeśli będą szukać go w sklepach. Znajdą głównie trunki włoskie. Sprawdziłem w kilku supermarketach większych miast – ani jednej butelki wina albańskiego! A to przecież kraj o bogatych tradycjach winiarskich! Ceniony za to już w starożytności, tutejsze trunki opiewał Pliniusz i Horacy. Winorośl uprawiano tu wcześniej niż w Grecji i Rzymie.

Wygląda to trochę tak, jakby Albańczycy wstydzili się swojego wina.

Ale też nie widziałem aby sami je pili. Dominuje kawa. I jeszcze raz kawa. A do kawy piwo.

Łatwiej znajdziemy albańskie wino na prowincji, u gospodarzy i w lokalnych, niewielkich restauracyjkach. Domowe. Jest jedną z turystycznych atrakcji kraju. Trzeba spróbować!

Słodkości szukajmy w pasticeri, czyli w cukierniach. Ktoś, kto zna kraje Bliskiego Wschodu już na pierwszy rzut oka rozpozna znajome wypieki. Wiele albańskich deserów przypomina bowiem to, co znamy choćby z Turcji czy Egiptu. Podobne desery znajdziemy na całym wielkim obszarze od Kaukazu po północną Afrykę. Po pierwsze dobrze znana baklawa, a więc nasączone miodem lub cukrem ciasto z orzechami. Odświętne, kiedyś przygotowywane z okazji ważniejszych wydarzeń. Po drugie kadaif - ciasto złożone z drobnych niteczek, stąd w krajach islamu nazywane jest włosami anielskimi. W innych krajach znane jako: knafeh lub kunafa. Wygląda jakby zostało zrobione z drobniutkiego makaronu. Taką bazę nasącza się słodkim syropem, wzbogaca się o orzechy lub ser. Dalej idzie tulumba, czyli typowo turecki deser ze smażonego ciasta marynowanego w słodowym syropie. Najczęściej ma formę grubych i krótkich paluszków. Jednym z moich ulubionych (i znanych również z innych krajów) jest ciasto z kaszy manny - revani.

Wybór deserów w Albanii jest duży. Te tradycyjne, związane z historią Bałkanów (wpływy tureckie) są oczywiście bardzo słodkie.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys


3 komentarze:

  1. Dla mnie Burek na Bałkanach, a przede wszystkim w Albanii stanowił nie przekąskę, a jednak pełnoprawny obiad. Jako wegetarianka najczęściej wybierałam opcję serową (większy zapychacz) lub opcję szpinak plus świeży koperek. Co więcej żywienie się w pekarach i bazarkach to najtańsza z możliwych opcji i pozwala cieszyć się świeżymi produktami. Oczywiście robienie sałatki w dość polowych warunkach nadal jest lekkim wyzwaniem, ale warto się go podejmować, w szczególności na dzikiej plaży z widokiem na Korfu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. z szybkich przekąsek warto wymienić grillowane kukurydze - można je nabyć wszędzie, na ulicach, skrzyżowaniach itp.. Siedzą ludzie z boku i grillują na swoich małych piecykach - po czym podają w kolbie. Cena - od 100 leków na drodze do 50 w Tiranie. Pyszne!

    Wina albańskie widziałem w sklepie m.in. w Ksamil.

    Za to odnośnie piwa... w Tiranie, niedaleko tureckiego mostu, jest knajpa Szwejk (miejscowi zapewne nie mają pojęcia co to za jegomość, choć są jego rysunki). Knajpa ma własny minibrowar - niezłe piwo za jedyne 100 leków. Z piw w sklepach - niezła jest Stella i Tirana. Korczy pół litrowej nigdzie nie widziałem, nie wiem co się stało, jedynie mała (0.3) i na jednym kempingu ciemną.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale ciekawie się czyta, a jak zachęca do podróży po Albanii !

    OdpowiedzUsuń